Fiat 126p - auto postrzegane w obecnych czasach jako legenda, zabytek otoczony niesamowitym ciepłem. Dlaczego? Przecież wszyscy pamiętamy jeszcze lata, w których posiadanie ?tego czegoś? było obiektem kpin i żartów, a każdy kto mógł, czym prędzej się go pozbywał, by kupić ?normalne? auto, więc skąd ta zmiana ? Dlaczego ten pojazd obecnie staje się kultowy?

Są auta, które przechodzą do historii ze względu na rozwiązania techniczne, ze względu na bezbłędną i oszałamiającą stylistykę, czy ponadprzeciętne osiągi. A co sprawiło że ciąg cyfr 126 w podświadomości każdego Polaka wywołuje ciepły obraz małego, trzęsącego się i terkoczącego samochodu? W Polsce produkowano wiele aut, jak choćby Warszawę, która była symbolem ?odrodzenia? Polski i jej przemysłu, Syrenę - czyli w 100%  polskie auto od deski kreślarskiej po taśmę produkcyjną, Fiata 125p - symbol nowoczesności i luksusu, Poloneza jako ?narzędzie?, służące do dążenia za zachodnimi standardami i modą.... Lecz patrząc obiektywnie, to właśnie 126tka odcisnęła największe piętno w motoryzacyjnej świadomości Polaków. Dlaczego?

Jaki będzie Fiat 126?

Po prostu podzielił on los samochodów takich jak w innych krajach Fiat 500, VW garbus, czy Citroen 2CV. Stał się pojazdem dla ludu, a jego zadaniem było zmotoryzować kraj, zaopatrzyć każdą rodzinę we własne 4 kółka, które pozwolą na niezależność, komfort i dadzą namiastkę luksusu. Lecz jak to w PRL-u bywało - założenia teoretyczne były idealne - niska cena, system przedpłat, talony... Jednak rynek i rzeczywistość zrobiły swoje ? praktycznie statystyczny obywatel Polski Ludowej swojego fiacika musiał okupić wieloletnim czekaniem w oszczędzaniu i wyrzeczeniach, co świetnie zaprezentowano w mało znanym filmie ?Fetysz?.

Polski Fiat 126p

Kto nie chciał czekać, ten mógł iść na giełdę ? tam ten sam fiacik, który parę godzin temu opuścił fabrykę, był już 3 razy droższy, bo przecież dostępny ?od ręki?... A więc albo trzeba było mieć anielską cierpliwość, albo gruby portfel, lub ewentualnie nieco później dewizy (czytaj: dolary) ? wtedy taki szczęśliwiec szedł do Pewexu, wybierał, płacił, wyjeżdżał - Europa.

Rzeczywistość do marzeń

Jak ktoś już dostał informację że może odebrać ?kaszlaka?, radość nie miała granic - całe rodziny ruszały do Polmozbytów lub na place fabryczne, by odebrać swoje upragnione wozidełko. Tam, jak wielu opowiadało, można było zaobserwować iście dantejskie sceny ? kłótnie i bijatyki o miejsce w kolejce, przepychanka, żeby być pierwszym i móc wybrać kolor... bo: ?Panie, trzy czerwone, dwa morskie a reszta piaskowa?. Co bardziej zapobiegliwi przekupywali obsługę klasyczną ?flaszką? lub jakimś zaskórniakiem wsuwanym dyskretnie w kieszeń pracownika Polmozbytu. Gdy po paru godzinach można było wejść i wybierać, wojny nie ustawały, lecz zaostrzały się, bo ?Ci byli pierwsi, oni pierwsi wybrali i to ich?. Kto miał miej szczęścia i siły przebicia, ten dostawał najsłabsze egzemplarze, czyli w najmniej atrakcyjnym kolorze i z największą ilością fabrycznych niedoróbek oraz felerów.

 

 

Co potrafi Polski Fiat 126p?

Po ciężkim boju, gdy samochód stawał na osiedlowym parkingu, właściciel pękał z dumy, sąsiedzi oglądali, zazdrościli a cała rodzina kupno samochodu opijała przez tydzień. Auto wtedy nie było zwykłym przedmiotem, stawało się członkiem rodziny, pieszczonym, doglądanym i usprawnianym. W zimę czy deszcz Ci którzy nie musieli, nie jeździli... Po co ma moknąć i korodować? Ale dla pewności co roku była wykonywana pełna konserwacja, a dodatkowo w progi wlewano kilka kilogramów smaru załatwionego z kopalni przez szwagra.



W razie jakiejś awarii również były przysłowiowe ?schody? - maluch słynął ze swej prostej konstrukcji, więc z samodzielną naprawą nie było problemu, gorzej z częściami, o które również trzeba było walczyć i szukać ich w całym mieście albo i województwie. Jak już się ktoś dopchał i zorientował, że nie ma potrzebnego gaźnika, to... wziął alternator i rozrusznik. Trzeba brać co jest, bo nigdy nie wiadomo czy jak się akurat zepsuje, będzie go można dostać w sklepie. Kto nie miał szczęścia, ten musiał ?podrutować? i naprawić to, co nawet według konstruktorów fiacika było nienaprawialne, ale przecież w końcu Polak potrafi!


W ten oto sposób przez pierwsze lata produkcji, fiat 126p zaczynał zalewać ulice i powoli wtapiał się w polski krajobraz. Polacy już go poznali i po pierwszym wielkim zauroczeniu zaczynali dostrzegać jego wady, powstawały pierwsze dowcipy na jego temat - dotyczące wielkości, osiągów czy wyglądu, nikt natomiast nie kwestionował jego zalet ? ekonomiczności, zwrotności i prostoty konstrukcji.



Coraz szerzej maluch  był wykorzystywany w sporcie motorowym - do wyścigów i rajdów. Ośrodek badawczo-rozwojowy czynnie działał nie tylko nad modyfikacjami i usprawnieniami maluszków produkowanych seryjnie, ale także nad szykowaniem ich do boju na torach i w rajdach. Powstał fabryczny profesjonalny team ze świetnymi kierowcami i mechanikami, który pojawiał się na rajdach krajowych i zagranicznych. Maciej Wisławski, Andrzej Lubiak, Janusz Szerla, Wiesław Cygan, Janusz Kulig i wielu innych, mniej lub bardziej znanych, w swojej karierze było związanych ze 126p, przeważnie od niego swą sportową przygodę zaczynając. ?Malar? przejechał bezproblemowo nawet trasę rajdu Monte Carlo, pod wodzą Sobiesława Zasady, który maluchem nie tylko dojechał do mety, ale też zrobił to bezawaryjnie! Mimo że przejazd odbywał się poza konkurencją i nie był klasyfikowany, wszyscy odbierali to jako niesamowity sukces polsko-włoskiej myśli technicznej.



Lata 80. były ciężkim czasem zarówno dla ludzi jak i przemysłu, szczególnie motoryzacyjnego. Stan wojenny znacząco wpłynął na wielkość produkcji oraz jej jakość. Mimo trudnego czasu, udało się w 1985 zaprezentować odświeżonego 126p ? Face Lifting. Powiew nowoczesności ? nowy zestaw wskaźników, zmodyfikowane wnętrze, rozrusznik ?palony z kluczyka? - to wszystko to zmiany na plus, lecz nastawały trudne czasy dla malucha... Coraz mniej ludzi było stać na auto, paliwo sprzedawano na kartki, ogółem - życie było coraz trudniejsze, czego skutkiem były fabryczne place, zapełnione niesprzedanymi autami.

Zapewne po części to było przyczyną klęski BIS-a, czyli mocno zmodyfikowanej 126tki z silnikiem chłodzonym cieczą, która miała stać się hitem eksportowym, a zasłynęła jedynie z awaryjności ? zwłaszcza przegrzewania się.
Lata były trudne, lecz produkcja nie ustawała. Nadal fiaciki zjeżdżały z taśmy produkcyjnej, ale już było czuć w powietrzu, że konstrukcja się starzeje, myślano nad jego następcą... Kto by pomyślał wtedy, że ostatni 126p, a raczej maluch, bo taką oficjalną nazwę stosowano od 1997 roku, zakończy swoją karierę w nowym milenium...? Totalna abstrakcja...

W zmienioną ustrojowo Polskę 126p wjeżdżał z klasą - w pełnym Face Liftingu, kusił ciekawymi kolorami nadwozia, różnymi wersjami wyposażeniowymi i nadal był pożądany na rynku, mimo ogromnej konkurencji. Fiat 125p zakończył żywot w 1991 roku. W tym samym roku zaprezentowano Poloneza caro, który stał się hitem i dźwignął żerańskie FSO, chylące się ku upadkowi. Komu zbrzydła rodzima produkcja i inne wytwory demoludów, ten miał alternatywę - otwarte granice i płynąca fala składaków ? golfy II, audi 80, mazdy, czasem jakieś BMW, czyli jak na pierwszą połowę lat 90 niemal ?super samochody?, do których osiedlowe dzieciaki przyklejały twarze, by przez szybę dojrzeć ?ile ma na liczniku?.

Czyli niby wszystko było ok ? demokracja, wolność, wypożyczalnie kaset VHS na każdej ulicy, Amiga 500, McGyver na Polonii 1, a pomiędzy tym wszystkim nowym dalej ten sam fiat 126p. Długo można by się zastanawiać dlaczego - może z przyzwyczajenia, może z sentymentu, ale odpowiedź była prosta ? CENA. Maluch był najtańszym nowym samochodem oferowanym na naszym rynku. Kogo nie było stać na i tak już tanie cinquecento, ten kupował malucha.


Zmienił się natomiast sposób w jaki go wykorzystywano - w latach 70 i 80 był autem wielozadaniowym i przede wszystkim rodzinnym. Bez problemu zabierał czteroosobową rodzinę z psem Burkiem na wakacje, wioząc na bagażniku dachowym i ciągnąc w przyczepce niezbędne rzeczy do wypoczynku i handlu nad Balatonem, potrafił przewozić cały dobytek przy przeprowadzkach, rozkręcił nie jeden prywatny biznes, dodatkowo nożna było w nim robić wiele, naprawdę wiele innych różnych rzeczy ;)
W latach 90 zaczynał powoli być wykorzystywany zgodnie z założeniami projektantów ? niewielkie autko miejskie dla młodej rodziny ? teraz już nie trzeba było na niego czekać latami, lecz wystarczyło iść do salonu z pieniędzmi, wziąć kredyt, bądź udział w jednym z wielu systemów argentyńskich. Co więcej, każdy mógł sobie wybrać kolor i wyposażenie.
To, że było coraz bardziej widać, jak bardzo odbiega od współczesnej motoryzacji, nie wpłynęło na nasz stosunek do niego ? nadal był pieszczony i doceniany, mimo iż okupiony mniejszymi wyrzeczeniami i poświęceniami. Do dziś pamiętam opowieści, jak to wujek odebrał z moim tatą pięknego, nowego, czerwonego FL-a ? fotele Inter Groclin, autoalarm i zapach nowości, lecz przede wszystkim ogromna radość, na tyle duża, że gdy w drodze powrotnej z Tych dopadła ich burza z gradem, wujek niewiele się zastanawiając, wjechał pod wiatę przystankową, a przednią maskę, która się pod nią już nie zmieściła, osłonił własnym ciałem, by broń Boże nie stała jej się jakaś krzywda. Tak to jest, jak oszczędności swojego całego, ponad dwudziestoletniego życia lokuje się w samochód...

40 lat minęło jak jeden dzień...


Ci, których na nowego nie było stać, mogli na giełdzie, albo z ogłoszenia kupić używkę z lat 70. lub 80. które wymagały niemal zawsze remontu. Któż nie pamięta legendarnego tekstu z gazetowych ogłoszeń: ?Sprzedam fiata 126p rocznik 1987 ? alternator, fotele lotnicze, palony z kluczyka? - klasyka klasyki. W latach 90. na sto dwudziestkach szóstkach wychowało się spore pokolenie mechaników i tuningowców (jak np. Świątek czy Chojnacki). Sobotnie popołudnie na blokowiskach wyglądało podobnie w całym kraju ? stare 126p z niebieską naklejką PIONIEER na tylnej szybie, grupka młodych ludzi i remont silnika niemal na kolanie, w rytmie Coco Jambo, lecącego z kaseciaka kupionego za 3 wypłaty i charczących głośników. Nie trzeba było mieć interfejsów diagnostycznych, komputerów, specjalistycznych narzędzi - wystarczyła podstawowa wiedza, narzędzia, ?biblia maluchowca? czyli książka z serii ?Budowa, eksploatacja, naprawa? dotycząca fiata 126p, oraz chęci, a wtedy można było zrobić z tym autem wszystko, naprawić wszędzie i przy pomocy byle czego.
Fiat Auto Poland, który zastąpił FSM w 1992, chciał szybko pożegnać malucha. Polacy jednak na to nie pozwolili - tak chętnie go kupowali, że Fiat chcąc nie chcąc, przeprowadził gruntowny lifting i pokazał w 1994 Fiata 126 EL, który szybciutko otrzymał przydomek eleganta. Wygładzone linie, nowy zestaw wskaźników, nowe wzory tapicerek, nowoczesny układ zapłonowy, ciekawe żywe barwy - faktycznie elegancka sprawa. Właściciele ST-ków i FL-i z niekrytą zazdrością oglądali się za ?wypasionym? maluchem, który wydawał się pod każdym względem lepszy od poprzednika do momentu, w którym okazało się, że maluch z nową twarzą bardzo szybko się starzeje, a mówiąc dosadniej - koroduje na potęgę, niemalże na taśmie montażowej. Słynna jest opowieść o elegantach z roku 1995, które to z powodu awarii tyskiej lakierni malowano w Bielsku (lub na odwrót). Problem był taki, że gołe nadwozia transportowano i stawiano na placu, wystawiając na działanie warunków atmosferycznych. ?Budy? z rdzawym nalotem leciały bezpośrednio na lakiernię, a po pół roku w autach wypadały dziury. Być może jest to jedna z wielu miejskich legend, jednak patrząc na to, ile zachowało się malców z tego rocznika oraz patrząc na stan tych które przetrwały, wydaje się być w tej opowieści sporo prawdy.
1996 rok to ostatnia poważna modyfikacja malucha i ostatnia zmiana ? stał się ELX-em, gdyż otrzymał katalizator, który był konieczny by nie dopuścić do zakończenia  produkcji fiata 126p ? ledwo bo ledwo, ale maluch spełnił dzięki temu nowe wyśrubowane normy czystości spalin.
W roku następnym wprowadzono oficjalnie nazwę modelową MALUCH, a po dwóch latach, z powodu mocno słabnącego zainteresowania, padła decyzja o zakończeniu produkcji. Pożegnalny tysiąc ?sto dwudziestek szóstek? wyjechał pod nazwą Happy End. Ostatni z 3 318 674 egzemplarzy wyprodukowanych przez 27 lat zjechał z taśmy 22 września 2000 roku i trafił do turyńskiego muzeum Fiata. Czy był to szczęśliwy koniec? Zdecydowanie tak, było to najczulej i najgłośniej pożegnane auto rodzimej produkcji, a patrząc na to ile dla zmotoryzowanej części naszego narodu zrobił, nie sposób mu tego odmówić i należy chóralnie powiedzieć DZIĘKUJEMY za te wszystkie lata!

Dziś, 6 czerwca  2013 roku, od rozpoczęcia produkcji minęło 40 lat, a od zakończenia - już 13. Jak potoczyły się losy maluchów przez ten czas?
Obecnie na drogach są spotykane coraz rzadziej. Po roku 2000, kiedy to masowo napływał złom zza zachodniej granicy ? hurtowo, bez względu na stan, lądowały na złomach. Kupowane za ?flaszkę?, kończyły żywot podczas leśnych i polnych rajdów. Inne faktycznie startowały w KJS-ach, czy zawodach wyższej rangi, szlifując talenty sław takich jak np. Janusz Kulig, który ciepło wspominał swoją pierwszą rajdówkę ? 126p właśnie.
Kto teraz jeździ maluchem? Na pewno nie są to osoby, które nie mają pieniędzy na inne auto. Teraz za równowartość dobrego malucha można spokojnie kupić większe, nowsze auto. Jeżdżą nim miłośnicy, jego wierni fani, oraz starsze pokolenie, dla których był pierwszym i jedynym autem, które mają i pieszczą od nowości, aż po dzień dzisiejszy. Dla młodszych jest powrotem do momentów z dzieciństwa, przypomina radosne chwile spędzone z rodziną w trasach na wakacje, czy przy wspólnych naprawach. Jest namiastką wehikułu czasu, który ma przenieść w radosne lata ? inny lepszy dla nas świat. Dla nieco starszych jest przypomnieniem młodzieńczych lat ? pierwszy samochód, pierwsze imprezy, dziewczyny, szalone wyjazdy? Ludzie, którzy o nim zapomnieli po zachłyśnięciu się nowoczesną motoryzacją wracają, być może z tęsknoty, być może chcą sobie dzięki niemu choćby na chwile odjąć te 20 czy 15 lat, ale czy to ważne? Ważne, że dzięki nam, miłośnikom, użytkownikom te auta żyją, widać je co jakiś czas na drogach, młodsze pokolenia widzą, że coś takiego powstawało, a starsi przypominają sobie odległe lata młodości, oglądając się za nimi z uśmiechem i sentymentem. Każdy uratowany od złomu, wyremontowany 126p to kawałek historii, która nie odjedzie w zapomnienie. 126p jest symbolem, naszym dzieckiem, które mimo że czasami kapryśne i nieznośne, jest kochane przede wszystkim dlatego, że jest NASZE, oraz daje nam radość i satysfakcję z posiadania czegoś nietuzinkowego i tak innego od tego co teraz nas otacza.

https://www.facebook.com/Rezerwa126p

 

Tekst: Łobuz

Losowe zdjęcie

Rezerwa126p.pl, 2009 - 2017
kontakt: kontakt@rezerwa126p.pl