W tym roku już w czwartek, na dzień przed zlotem, pierwsi reprezentanci Rezerwy ruszyli z Trójmiasta w kierunku Torunia na 9 Ogólnopolski Zlot Fiata 126p. O 10 spotkaliśmy się w umówionym miejscu i prawie bez żadnego opóźnienia wyruszyliśmy w kierunku autostrady.

 

 

 

Podróż minęła nam prawie bezproblemowo. Prawie, bo w pumexowym maluchu popsuła się ostatnia rzecz, jaka mogła się popsuć ? wiązka od Nanoplexa. Po dość szybkiej naprawie ruszyliśmy dalej, powstrzymani jedynie chwilowo przez nieprzeciętny korek przed Świeciem spowodowany, jak się okazało, wypadkiem.

 

Szybki serwis na trasie. Oczywiście nie mogło się obyć bez trytytek

 

 

Kolejna nieplanowana awaria niezawodnego Bianco miała miejsce kilometr od campingu, w połowie toruńskiego mostu. Szarpanie silnika, jak się potem okazało, spowodowane brakiem odpowietrzania baku, uniemożliwiło dalszą jazdę i zagroziło zablokowaniem mostu. W tej sytuacji nieoceniony był Alex, który niewiele myśląc użył swojego ONZ-ta do zepchnięcia awaryjnego malucha na koniec mostu.

 

Wbrew przeciwnościom losu dotarliśmy na camping, na którym, po wielu dylematach wybraliśmy miejsce w pobliżu tego, na którym stacjonowaliśmy rok temu. Niektórzy postanowili rozbić klasyczne namioty (Pumex i Rysiu), inni wille (Budzik), jeszcze inni trumny (Alex i w późniejszym czasie również Kaszlak Maniak). Aleksander powziął nawet wyzwanie zmieszczenia do wspomnianej trumny dwuosobowego dmuchanego materaca, czemu, wbrew przewidywaniom, podołał bez większych trudności.

 

Trumna Alexa na pierwszym planie, w tle widać willę Budzika i skromny namiot Pumexa

 

Jak to tu zmieścić!?

 

 

Było dość wcześnie, ale na campingu już pojawiały się znajome osoby. Był oczywiście Fifi z Karoliną, ale też część ekipy z Mazowsza na czele z Wojtasem, który bardzo chętnie zabrał się do rozkręcania pumexowozu. W tym samym czasie Ryś, Alex i Budzik pojechali po niezbędne wyposażenie popołudnia: wungiel, kiełbachy, oraz wódkę.

 

Wieczór minął spokojnie. Rozwiesiliśmy plakat Rezerwy, skonsumowaliśmy co się dało, wypiliśmy to co mieliśmy do wypicia i grzecznie poszliśmy spać. Jak się okazało, wcale nie było to takie proste: spać, ze względu na hałas z drogi i ze stacji kolejowej dało się tylko po spożyciu znacznej ilości alkoholu ? natychmiast po wytrzeźwieniu hałas z ulicy nie pozwalał dłużej spać. Dzięki temu każda ilość alkoholu wypitego na zlocie może zostać uznana za uzasadnioną.

 

 

 

Zjedliśmy na śniadanie to co się dało. W planach była jajecznica, ale okazało się, że nie da się usmażyć jej bez tłuszczu, a próba jego wytopienia z kiełbasy z Lidla spełzła na niczym. W związku z tym Budzik poszedł zdobyć masło, a cała reszta zadowoliła się czym innym. Dokonaliśmy również wyjazdu do Biedronki, pod którą spotkaliśmy pięknego Poloneza z dziadkiem na pokładzie:

 

 

Niedługo potem na miejsce dotarli Bonus z Kapslem. Malinowy Król spisał się dzielnie na trasie Racibórz ? Warszawa ? Toruń, a jedyną awarią jaka na chwilę go powstrzymała w drodze na północ był dziurawy pływak w gaźniku.

 

W chwilę po nich doturlała się ekipa śląsko ? zagłębiańska: Rodzina Synchrów, Amor i Głodny, państwo Szamanowie i Michu z Chudym. Również i oni nie mieli żadnych większych problemów technicznych po drodze. Co prawda wentylator w oblachowaniu Amora (składanego od podstaw na dzień przed wyjazdem) odmówił dalszej współpracy, ale mimo tego udało się im dojechać do celu.

 

 

 

Mix śląsko - pomorski (chociaż Amora tak naprawdę trudno sklasyfikować).

 

Dotarł również Fleczer z rodziną

 

Ślązacy przy pracy

 

Obiad - jeszcze wtedy nie mieliśmy zupełnie dość kiełbasy

 

Dwaj Ślązacy i jeden Gdańszczanin

 

 

Centrum dowodzenia

 

Zgodnie z oczekiwaniami, konfrontacja ekip z południa i północy, uzupełnionych o jednego Łodzianina, była dość niebezpieczna w swoich skutkach. Zaczęło się niewinnie ? jedni pili piwo, inni wyciągali silnik w celu wymiany wentylatora.

 

 

Tradycyjne zdjęcie z palnikiem z nietradycyjnym ucieszonym Domażem w tle.

 

Byłem jeszcze całkiem trzeźwy, gdy użyczyłem Amorowi swojego telefonu żeby zadzwonił do Kaszlaka (który był jeszcze domu) i spytał go, czy ma może pożyczyć wentylator. Zdziwiło mnie, że odparł że jeśli znajdzie, to jakiś weźmie ? wiedziałem przecież, że u niego w garażu leży kompletny silnik, a to przecież dość ciężko przeoczyć.

 

Kwestia wentylatora szybko poszła w zapomnienie (a przynajmniej ja przestałem sobie zawracać nią głowę), bo ekipa 126 Śląsk zaprosiła nas na negocjacje. Temat negocjacji jest w zasadzie nieistotny, ważny jest efekt do jakiego doprowadziły ? niesamowite pijaństwo ze strony administracji, a zwłaszcza tej jej części, która jeszcze do niedawna posiadała czerwone trampki.

 

Instrumenty negocjacji

 

Nasza przyszłość, czyli najmłodsza część zespołu moderacyjnego

 

Będący akurat przypadkiem na zlocie reprezentant firmy "Głodny Garage" dokonuje szybkiego serwisu Amorowozu.

 

Nie jestem do końca pewny jak przebiegały wydarzenia od tego momentu. Pewne jest, że do stolika śląskich fanów wracaliśmy kilkakrotnie, i za każdym razem raczeni byliśmy kieliszkiem, bądź kilkoma, alkoholu. Z pewnością również spędziliśmy sporo czasu w naszym obozowisku, pijąc lżejsze, ale również złowrogie w swoich skutkach trunki. Na pewno również udaliśmy się na administracyjną wyprawę miasto. Prawie kilometrowy most nie zrobił na nas większego wrażenia, a po jego przejściu spotkaliśmy Wujcia Rekina z jego dziewczyną, Asią. Odśpiewaliśmy wspólnie (mam wrażenie, że przynajmniej kilkakrotnie) przebój trzech ostatnich zlotów ogólnopolskich, porozmawialiśmy, zrobiliśmy sobie zdjęcia i rozeszliśmy się dalej, by Bonus mógł urwać rynnę od Internetu.

 

Wyprawa administracyjna. Kapsla nie widać, bo jest z drugiej strony aparatu.

 

Takie tam, artystyczne.

 

Spotkanie z Wujciem Rekinem.

 

Urwiesz mi od internetu!

 

W czasie naszego powrotu na moście odebrałem telefon, z którego wynikało, że na miejsce w końcu dotarli Kaszlak z Jasiem. Jak mi doniesiono, natychmiast po dotarciu na miejsce Kaszlak z radością rzucił się w kierunku Amora, oznajmiając: ?Amor, przywiozłem ci wentylator!?. Sytuacja wydawała się być idealna: Amor z Głodnym zdążyli akurat wyjąć silnik i rozkręcić oblachowanie. Sytuacja, owszem, wydawała się idealna, ale tylko do momentu w którym okazało się, że tak, Kaszlak przywiózł wentylator, ale ten elektryczny, służący do przewietrzania wnętrza. Stąd też znaczne rozczarowanie Amora ? posiada on malucha w wersji ST w której, jak wiadomo, montaż wentylatora jest niemożliwy i tym samym prezent od Kaszlaka okazał się być całkowicie nieprzydatny.

 

Później (albo wcześniej, wydaje mi się to niemożliwe do ustalenia inaczej niż po datach zrobienia zdjęć), powróciliśmy ponownie do ekipy śląskiej. Wydaje mi się, że właśnie wtedy powstały zdjęcia z tańczenia czegoś co momentami wygląda jak walc, a momentami jak kankan, ale mogę nie mieć racji.

 

Ślązacy znów przyjęli nas z otwartymi ramionami.

 

Trudno to jakoś skomentować.

 

To również...

 

Jedni piją, inni pracują...

 

Podczas podróżowania między ekipą śląską a Rezerwową został odśpiewany kolejny hit poprzedniego zlotu - ?Przeżyj to sam?. Występ trwał nadzwyczaj długo i niczym nie ustępował kultowej scenie z Kilera. Wkrótce będziecie mogli posłuchać tego niezapomnianego występu z solówką Pumexa (chociaż zastanawiamy się czy na pewno chcecie to usłyszeć po raz kolejny?!). W bliżej nieokreślonym czasie większość z nas poszła spać, choć niektórzy balowali do bardzo późnej nocy. Zaśnięcie po takiej ilości alkoholu okazało się być banalnie proste.

 

W sobotę wszyscy zerwaliśmy się wczesnym rankiem, ponieważ wyjazd na rynek został zaplanowany na godzinę 08:50. Prysznic, śniadanie, ostatnie pucowanie aut i w drogę. Niestety podróż w kolumnie nie trwała długo. Na ulicy obok campingu doszło do kolizji 3 aut. Początkowo pośród nich widzieliśmy też auto Wojtasa, na szczęście okazało się, że nie brał w niej udziału (choć poszkodowani twierdzili że była to jego wina). Odłączyliśmy się grupą około 20 aut i sami próbowaliśmy dotrzeć na rynek. Gdy byliśmy już na starym mieście nie wiedzieliśmy dokładnie którędy dostać się na plac. Tak więc zwiedziliśmy wszystkie wąskie uliczki, ignorując wszelkie znaki zakazu ruchu. Gdy w końcu udało nam się dotrzeć na miejsce, strażnik miejski postanowił każdemu wlepić mandat za jazdę po drogach do tego nie wyznaczonych. Niestety nie udała mu się jednak ta sztuka.

 

Szamany gotowe do wyjazdu, choć chyba z otwartym bagażnikiem.

 

 

 

Mimo ogromnej liczby maluchów udało nam się zaparkować na rynku. Wtedy każdy ruszył w innym kierunku. Jedni poszli zwiedzać stare miasto, drudzy zostali na miejscu i z pasją oglądali każdy egzemplarz malucha, a jeszcze inni po prostu kręcili się bez celu po placu.

 

 

 

Nadszedł czas na rajd turystyczny. Postanowiliśmy wziąć w nim udział trzema załogami: Bianco ? Kapsel & Pumex, Malyna ? Bonus & Szaman & Sara i Niebieski szerszeń ? Chudy & Michu. Podczas rajdu dołączyły się do nas jeszcze dwie załogi. Niestety pomimo dwóch prób przejechania rajdu od początku, nie udało się nam to ? po części ze względu na ogólne zmęczenie spowodowane kacem i panującym upałem, a po części ze względu na drobny błąd w itinererze.

 

Znakomity przejazd malinowej załogi.

 

Bezradni powróciliśmy na rynek. Zrobiliśmy szybkie zakupy, odpoczęliśmy w cieniu od mocno przypiekającego słońca i ruszyliśmy w stronę Motoparku. Tym razem przejazd wypadł bez żadnych problemów.

 

Przejazd na Motopark - na samym przedzie xemupowe Bianco, tuż za nim bonusowa Malina.

 

 

 

 

 

Przyczajony Domage.

 

 

Gdy byliśmy już na miejscu, zjedliśmy po salaterce smacznego bigosu, a następnie niektórzy z nas ustawili się w gigantycznej kolejce do udziału w próbie sportowej.

 

 

 

 

 

Kolejną atrakcją był pokazowy przejazd z udziałem zawodników Maluch Trophy. W próbie sportowej z ekipy Rezerwy wzięli udział Kapsel (za sterami Bianco), Bonus, Alex i Ania, żona Fleczera, wspierana przez Kaszlaka. Następnie zorganizowaliśmy mały rezerwowy pojedynek na ? mili ? najszybszy okazał się maluch Bonusa. Po paru pojedynkach i osiągnięciu znacznego stopnia zmęczenia udaliśmy się w drogę powrotną na camping, gdzie czekał na nas wymarzony prysznic.

 

Kolejka na próbę sprawnościową

 

Kapseluch jako Bianco Driver

 

 

 

 

 

 

Niegodna wzmianki naprawa na poboczu.

 

Lena Rally Team

 

 

 

 

Specjalnie, żeby ucieszyć Bonusa.

 

Zadziałało :)

 

Po powrocie jak zawsze rozpaliliśmy grilla i zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie. Wieczorem odbyło się rozdanie nagród, niestety nic nie wygraliśmy ? może w przyszłym roku się uda.

 

Zdjęcie klasowe Rezerwistów.

 

Po rozdaniu nagród część osób rozeszła się po campingu, a część została w okolicach sceny pod którą pojawił się DJ, grający prosto z malucha. W tym momencie nieoczekiwany show zrobił Wojtek, syn Synchra, który zniszczył system popisowym breakdancem na rozłożonym pod sceną plakacie Rezerwy. Niestety było to tak spontaniczne, że nikt nie ma nagrań z tego wydarzenia.

 

Dzień jak co dzień.

 

Kolejne zdjęcie, którego nie jestem w stanie skomentować.

 

Zdjęcie z palnikiem wersja 3.0

 

Jednym z nieoficjalnych konkursów rozegranych na zlocie był konkurs na najwyżej podciągnięte spodnie.

 

Dalej wieczór toczył się dość spokojnie. Kilka aut zmieniło co prawda w bliżej nieokreślony sposób swoje miejsce pobytu, ale poza tym czuliśmy już atmosferę końca i dosyć spokojnie gawędziliśmy do okolic drugiej w nocy ? pomimo tego, że przez ostatnie dni nie zaznaliśmy za dużo snu, jakoś nikomu chyba nie chciało się przesadnie spać.

 

Poranek również był dość spokojny. Wstaliśmy, każdy o innej godzinie, umyliśmy się, i zjedliśmy śniadanie, po którym pierwsze ekipy zaczęły zwijać swoje namioty i szykować się do drogi. My wykorzystaliśmy ostatnie chwile na to, żeby zaprosić chętnych forumowiczów do podpisania się na naszym plakacie.

 

 

 

 

Rano, jak wiadomo, trzeba poczytać forum.

 

Wiedzą o tym dzieci i dorośli.

 

 

 

W czasie porannej krzątaniny okazało się, że przy wyjeździe z campingu stoi policja, która za cel honoru postawiła sobie najprawdopodobniej wystawienie jak największej ilości mandatów posiadaczom maluchów. Każdy kierowca, który przejeżdżał przez bramę campingu, zmuszony był do dmuchnięcia w alkomat (co akurat ma sens), ale poza tym policja sprawdzała dość dokładnie stan techniczny wszystkich samochodów tak, że około godziny 13 wystawiono już podobno czterdzieści mandatów. Wyrazy współczucia kierujemy do Erra, któremu policja zabrała dowód za nieprzepisowe umiejscowienie tablicy rejestracyjnej z przodu pojazdu.

 

Kolejka do alkomatu.

 

O 11 w drogę ruszył Śląsk, który w Łodzi porzucił Kapselucha. W tą stronę również droga przebiegła prawie bezawaryjnie ? prawie, bo w klawiaturze Malinowego Króla poluzowała się śrubka do regulacji luzu zaworów, jednak awaria została usunięta w 5 minut.

 

 

 

 

Godzinę po Ślązakach w drogę ruszyli Trójmiejszczanie ? nasza trasa również upłynęła bezproblemowo. Co prawda zarówno sprzęgło, jak i simmering na wale w bisie Kaszlaka na każdym kroku pokazywały, że zdecydowanie ich żywot dobiega końca, ale mimo tego pojazd dzielnie mknął do przodu, choć momentami z mało zadowalającą prędkością.

 

Trudna miłość...

 

 

Nasza ekipa chwilowo się powiększyła.

 

Dziękujemy wszystkim za świetną zabawę, a przede wszystkim oczywiście Fifiemu i Karolinie za to, że po raz kolejny chciało im się podjąć wyzwanie organizacji tak dużej imprezy, gdy inni zawiedli. Do zobaczenia za rok ? gdziekolwiek by to nie miało być :).

 

Więcej zdjęć ze zlotu:

Kapsla i Pumexa

Dziewczyny Szamana

 

Relacja: Pumex & Kapsel

Zdjęcia: Pumex, Kapsel & Bonus