|
A było to tak: zdało się prawko, dostało się od ojca golfa w prezencie, jeździło się, golf się nie psuł, jeździł zawsze, nudził po prostu. W Banancia mądrej głowie zaświtała szalona myśl: a może by tak kupić sobie malucha do zabawy? a czemuż by nie. Zaczęły się poszukiwania, aż w końcu pewnego dnia trafiła do mnie informacja, że urząd skarbowy ogłosił licytacje na zarekwirowane samochody trzymane na parkingu policyjnym... w tym maluchy!! Niczym rakieta Bananciu wsiadł w golfa i na dwóch kołach popędził na owy parking po drodze przechwytując kolesia, z którym owy plan był na bieżąco realizowany. Na parkingu wybór jak cholera, rożne maluchy, ładne, brzydkie, tanie, drogie, młode, stare. Banan wiedział, że trzeba kupić jakiegoś taniego sztrucla, aby był zgnity, zajeżdzony, żeby było co robić, w czym grzebać. Wybór padł na beżowego zgniłka z 85 za kwote 136zł zero groszy. Ruszył Bananciu golfikiem na pocztę, wpłacił pieniądze, po drodze zakupił 5 litrów paliwka, wziął akumulator, i pojechał na parking po swojego wspaniałego samochoda. Maluch oczywiście po kilkuletnim postoju niezbyt współpracował, ani myślał zapalić, po półgodzinnym kręceniu, i urwaniu linki rozrusznika, malczan został podczepiony linką pod golfika, i zaholowany do kolesia na podwórko. Tam odbyło się pierwsze uruchomienie, polegajace na wyczyszczeniu platynek z osadu, i pierwsze jazdy próbne. Już na samym parkingu policyjnym dziwiono się, po co ja go chcę odpalić jak on przecie wyrejestrowany jest i nie można się nim poruszać po drogach publicznych. Otóz w tamtych czasach takie wyposażenie dodatkowe jak przegląd i OC nie było potrzebne do poruszania się. Tak więc maluch po uruchomieniu pod kolesia domem po prostu jeździł sobie po Goleniowie i okolicznych wioskach. W międzyczasie, stopniowo był naprawiany, dopieszczany, remontowany, tuningowany. Słowem służył nam do zabawy, nauki, był to swoisty element pojednania dużej grupy ludzi, gdyż tyle osób ile w nim z nami latało, tyle wspólnych przejażdżek z kumplami, dziewczynami, nad wodę, nad morze, do rozmaitych ciekawych miejsc. Do dziś jest to najmilej wspominany pojazd w całej mojej grupie znajomych. Ten samochód właśnie zaraził mnie miłością do prawdziwej motoryzacji, do tego jednego samochodu, fiata 126p, nie spodziewałem się, że taki z pozoru błachy samochód może dać tyle radości z życia tak wielu osobom. Macie fotki, obejrzyjcie jak wyglądał ten jedyny KOT PRAWDZIWY. |